Czym jest automatyzacja procesów biznesowych? Praktyczne wyjaśnienie
Nie roboty. Nie transformacja. Zwykle po prostu oprogramowanie, które kopiuje, pilnuje i sprawdza to, czego ludzie nie powinni robić ręcznie.
Czytaj artykuł →Automatyzujemy — procesy biznesowe
Większość firm ma kilka procesów, które po cichu pochłaniają godziny każdego tygodnia: kopiowanie danych między systemami, gonienie za akceptacjami, składanie tego samego raportu, przepisywanie zamówień, odzywanie się do leada, który ostygł, bo nikt nie miał czasu. Te godziny da się odzyskać.
To pojawia się niemal w każdej firmie, niezależnie od branży.
Te same informacje wpisywane do drugiego systemu. Formularze do CRM-u, zamówienia do księgowości, arkusze do bazy danych.
Przechwycenie, usunięcie duplikatów, uzupełnienie danych, przypisanie, powiadomienie i kontakt — żeby żadne zapytanie nie leżało w skrzynce dwa dni.
Zmiany etapów, tworzenie zadań, przypomnienia, przekazanie klienta ze sprzedaży do realizacji i pola, o których nikt nie pamięta.
Generowanie ofert, umów i faktur z prawdziwych danych; wyciąganie danych z przychodzących PDF-ów i maili.
Cotygodniowy raport, który ktoś ręcznie składa z trzech systemów, dostarczany automatycznie i za każdym razem tak samo.
Kierowanie próśb do właściwej osoby, eskalacja, gdy utkną, i informowanie ludzi tylko o tym, z czym mogą coś zrobić.
Siadamy z osobami, które wykonują pracę, i sprawdzamy, co faktycznie się dzieje — łącznie z nieformalnymi krokami, które nigdy nie trafiły do żadnej dokumentacji.
Proces spisany od początku do końca: wyzwalacze, decyzje, systemy, przekazania, wyjątki i czas trwania każdego etapu.
Systemy zaczynają ze sobą rozmawiać. Często największa korzyść to po prostu koniec z przepisywaniem danych.
Budujemy przepływ razem z tym, co się dzieje, gdy coś zawiedzie. Automatyzacja bez obsługi błędów tworzy po prostu cichszy rodzaj problemu.
Mierzymy wynik względem punktu wyjścia i szukamy kolejnego wąskiego gardła — które zwykle pojawia się w nowym miejscu.
Zapytaj zespół, którą część tygodnia usunęliby, gdyby mogli. Odpowiedzi są zaskakująco zgodne.
Zadanie opisywane jako „to zajmuje tylko kilka minut”, które dzieje się czterdzieści razy dziennie
Arkusz, który istnieje wyłącznie po to, by przenosić dane między dwoma systemami
Każde zdanie zawierające „a potem kopiuję to do…”
Praca, która staje w miejscu, gdy jedna osoba jest na urlopie
Błędy, które wszyscy przyjmują jako normę
Raport, który zawsze jest trochę nieaktualny, zanim ktoś go przeczyta
Część automatyzacji powinna być na platformie workflow, którą możesz samodzielnie modyfikować. Część powinna być w kodzie, bo logika jest zbyt specyficzna, skala zbyt duża albo koszt awarii zbyt wysoki. Większość prawdziwych rozwiązań to połączenie obu.
Wybieramy na podstawie tego, kto będzie musiał to później zmieniać, jak często to działa i co się stanie, gdy zepsuje się o drugiej w nocy — a nie tego, co ciekawiej się buduje.
Większość projektów dotyka więcej niż jednego obszaru. Oto, co zwykle idzie w parze z tą usługą.
Kontekst decyzji stojących za tego rodzaju projektem.
Nie roboty. Nie transformacja. Zwykle po prostu oprogramowanie, które kopiuje, pilnuje i sprawdza to, czego ludzie nie powinni robić ręcznie.
Czytaj artykuł →Wszystko da się zautomatyzować. Bardzo niewiele powinno się. Oto jak uszeregować kandydatów bez zgadywania.
Czytaj artykuł →Najlepsze okazje do automatyzacji są niewidoczne, bo wszyscy przestali je zauważać. Oto jak znów je zobaczyć.
Czytaj artykuł →Opisz najbardziej powtarzalną część swojego tygodnia. Powiemy, czy warto ją automatyzować i jak by to wyglądało.
Nie potrzebujesz specyfikacji. Opis problemu wystarczy, żeby zacząć.
Google Analytics 4 zapisuje pliki cookies, żeby mierzyć odwiedziny. Nic się nie ładuje, dopóki nie zdecydujesz, a odmowa nic Cię nie kosztuje — strona działa dokładnie tak samo. Szczegóły w polityce prywatności.